„Dla dobra koni powinniśmy trzymać się razem”
„Dla dobra koni powinniśmy trzymać się razem” – Wacław Pruchniewicz

fot. Natalia Szczęch
Słowa tytułowe dzisiejszego postu to słowa, które mam ogromną nadzieję staną się hasłem dla wszystkich jeźdźców i trenerów. Pana Wacława koniarzom przedstawiać nie trzeba. Laikom zaś przybliżę. Pan Pruchniewicz jest w składzie kolegium Sędziów PZJ (Polskiego Związku Jeździeckiego), jestem jednym z najlepszych trenerów w Polsce.
Jeźdźcy znają problemy typu „koń nie umie skręcać w lewo”, „koń ma problem z galopem w prawo”. Zwykłym ludziom problemy te wydają się wydumane, i generalnie dziwne. Bo chyba każde zwierze umie skręcić w lewo. Zaskoczę Was, a może nie, tym, że problemy takie są dość powszechne w jeździeckim świecie. Z czego wynikają? Narażę się wielu mówiąc, że z Nas.

fot. Natalia Szczęch
Koń jako wierzchowiec służy Nam od tysięcy lat. Został oswojony około 3,5 tys. lat p.n.e.
I do XX wieku służył Nam jako źródło transportu.
Gdyby naprawdę nie umiał skręcać, to ilość wypadków komunikacyjnych przez tysiące lat zabiłaby chyba 1\2 ludzkości.
Po wynalezieniu samochodów, statków, samolotów koń jako pracownik fizyczny odszedł do lamusa. Był używany jeszcze w czasie wojen, ale kiedy chińczycy zaczęli produkować tanie części i podzespoły, koń poszedł w odstawkę na dobre.
Dlaczego teraz konie mają problemy ze skręcaniem? W czasie można by uznać dobrym dla koni. Użytkują je tylko pasjonaci, którzy mają serce dla tych zwierząt. Nikt już nie traktuje konia, jako pewną konieczność w podróżowaniu.
Odpowiedzi na to pytanie udzielił Nam dr Gerd Heuschmann, wybity weterynarz, którego gościliśmy w pierwszych dniach września.
W latach, kiedy koń był „samochodem” był szkolony w zupełnie inny sposób.
Wiadomo, żeby samochód się nie psuł, trzeba o niego dbać. Nie można oczekiwać, że nasze auto będzie dobrze działać jeśli nie ma płynu w chłodnicy. Lub, kiedy maksymalnie podnosimy obroty jadąc cały czas, na 1-szym biegu. Warto też zrobić przegląd raz na rok.
Zatem w poprzednich wiekach o konie dbano tak jak o samochody dziś.
Żeby służyły jak najdłużej i były w dobrej formie. Nie każdego było stać na kilka „koni – samochodów”, albo na nowy po kilku latach.
Dlatego najważniejszą sprawą było końskie zdrowie, dobra forma i wydajność do pracy.
W prawidłowym końskim rozwoju, tak jak u ludzi najważniejsze jest pierwszych kilka lat jego życia. Wtedy kształtuje się jego budowa i masa mięśniowa. Szkolenie młodych koni było rzeczą bardzo delikatną i ważną, bo tylko na dobrym „koniu – samochodzie” można było zarobić. Zajmowali się tym tylko ludzie o ogromnej wiedzy i doświadczeniu w pracy z nimi. Ludzie doskonale znający końską anatomię i biomechanikę. Zdający sobie sprawę z tego jak koń działa. Co się dzieje w środku końskiego ciała w czasie użytkowania. Tylko tacy ludzie mogli wyszkolić konia tak, by jego ciało było przygotowane do ciągnięcia ciężkich wozów, do noszenia na grzbiecie ludzi czasem przez bardzo długi czas.
Dziś to wygląda trochę inaczej. Od podróżowania mamy samochody, od ich naprawiana mechaników, lub męża, jak kto woli. Konia mamy tylko dla przyjemności uprawiana sportu, lub na przejażdżki w niedziele. Nie ma już takiej konieczności dbania o niego jak o samochód, dlatego że przestał być Nam niezbędny do życia.
„Końskie problemy” ze skręcaniem itp. Pojawiły się dziś w dużej mierze ze zmiany sposobu życia na „konsumpcyjny”. Wszystko chcemy mieć od razu, najlepiej dużo i do tego jeszcze tanio. Kupując konia, chcemy od razu na nim jeździć, skakać i jeszcze wygrywać zawody.
Dla przyjemności.
Koń ogólnie jest uznawany za duże i silne zwierze, przecież takie źrebię, co ma 2lata, to kawał mięśni. Można na niego wsiadać, nic mu nie będzie. Można skakać i uczyć go elementów ujeżdżenia.
Owszem można, pytanie tylko, z jakim skutkiem dla konia. Jest znanych wiele metod szkolenia, jednak w Naszym „konsumpcyjnym” świecie wygrywają te najszybsze, najtańsze, i z efektami od razu. Po co czekać 4 lata żeby wsiąść na konia.
Dochodzimy do meritum dzisiejszego wpisu. Upierać się przy tym będę, że trzeba czekać minimum 3 lata(oczywiście są rasy, które można wcześniej zajeżdżać).
Podam tu prosty przykład, nikt nie wymaga od 7 letniego dziecka, że będzie nosiło plecak do szkoły po brzegi wypełniony książkami. Codziennie widzę jak rodzice odbierają dzieci ze szkoły i od razu ściągają mi plecak. Każdy z Nas wie, dlaczego. Żeby nie skrzywił im się kręgosłup, bo będą mieć skoliozę, albo zaczną się garbić.
Nasz roczny nawet 2-letni rumak, ma tak samo delikatny kręgosłup jak Nasze 7,8 – letnie dzieci. Zatem dlaczego każemy jemu Nosić nas (ok. 50kg.),siodło (ok. 7kg.), razem minimum 60kg. Jego stawy nie zdążyły się jeszcze wykształcić dobrze, mięsnie dopiero zaczęły się rozwijać. Wtedy potrzebują treningu, ale takiego, który je wzmocni, pomoże rozwijać jego młode ciało. Wtedy powinniśmy zaczynać Naszą pracę z koniem.
W praktyce wygląda to jednak inaczej. Na zawodach często widzimy 4-5 letnie konie, startujące poziomy wyższe niż podstawowy. Wynika z tego, że co najmniej od roku, są w stałym treningu. Tak naprawdę to „końskie dzieci” zupełnie nie gotowe na stawianie im takich wymagań.
Całe seminarium doktora, to właśnie Nam tłumaczyło. Pokazał Nam dowody, biologiczne, wynikające z końskiej anatomii. Na to, że popularne dziś siłowe formy treningu, dają szybki, lecz krótkotrwały efekt.
Sama pamiętam tego doskonały przykład. W latach 1999-2003, jeździłam no obozy do jednej z podwarszawskich stajni. Był tam młody koń, którego użytkowała młoda dziewczyna. Koń miał chyba ok. 4 lat. Kiedy go kupiła był już, jak to się mówi „pod siodło”. Po może 2-óch latach na koniu jeździł tylko ojciec tej dziewczyny. W pewne wakacje, koń okulał. Ponieważ właściciele to zamożni ludzie wezwali doktora Okońskiego( weterynarz reprezentacji Polski, ważna persona). Doktor oglądał konia dość długo, kazał kilka razy pokazywać właścicielom różne chody, aż w końcu zapytał o wiek, i kiedy zaczęli na nim jeździć. Pokiwał wtedy głową i powiedział, że ten koń był za wcześnie zajeżdżony. Po kilku latach jego za wcześnie obciążone ścięgna nie wytrzymały. Nie zdążyły odpowiednio się wykształcić, były za słabe. Tym sposobem, koń, który miał 6, może 7 lat, do końca życia nie może biegać. Nawet po pastwisku, musi wychodzić na mały padok żeby nie mógł się rozpędzić. Nie wspominając o jeździe.
Nie wiem, czy umiem taki „wyrok” do czegoś porównać. Koń – dziecko, przez całe swoje życie nie będzie mógł już robić tego to najbardziej lubi. Brykać, ścigać się ze swoimi końskimi kolegami. Pamiętam jego 1-wsze dni, kiedy wychodził sam na padok. Cały dzień potrafił stać przy ogodzeniu i rżał. Kręcił się w kółko z nerwów. Konie są stadnymi zwierzętami, źle czują się same. Obdzielenie ich od stada jest dla nich dużym cierpieniem. W takich sytuacjach takiemu zwierzęciu daje się jakieś inne do towarzystwa. Lecz często problem polega na tym, że ten 2-gi koń, to nie jest przyjaciel tego chorego. Bo gdyby był z kolegą, to by się bawiły, brykały a jemu nie wolno.
Dziś zawodnicy wielkiego formatu zmieniają swoje konie startowe, co kilka lat. Trudno na zawodach znaleźć konia, który ma ponad 10 lat(głównie to zawody dresażowe, ponieważ niestety w tej dyscyplinie najwyraźniej to widać). Przed wojną, nawet jeszcze po, konie 15-17 letnie święciły największe triumfy na padokach. To był najlepszy czas na ich starty. Były już wyciszone, szalone pomysły z młodości już im minęły. Trudne elementy dresażowe, długie trasy crossowe, wysokie przeszkody z ciasnymi najazdami, nie były dla nich problemem. Były na tyle rozwinięte i dobrze wytrenowane, że świetnie sobie z Nimi radziły. Nawet się przy tym bawiły.
Żeby koń mógł tak świetnie startować, i być dobrym sportowcem, potrzebuje rozważnego, dobrze dobranego do jego anatomii treningu. Po odpowiednim przygotowaniu, będzie mógł startować długie lata i odnosić sukcesy. Pamiętajmy, że w sporcie jeździeckim stanowimy duet, lecz to koń jest sportowcem, a my jego trenerem.
Przykre jest to, że ta tradycja gdzieś zanika. Stawiamy na szybkość, efekty od ręki, a to nie tędy droga.
W czasie wykładu doktor opowiadał Nam o pewnym trenerze, którego poznał, kiedy był młodym człowiekiem. Opowiadał Nam, że w kawalerii 4-5 letnie konie szkolono tylko poprzez jazdę w terenie. To tak zwane „podjezdki”, które chodziły tylko przed siebie. Taki sposób szkolenia najlepiej rozwija muskulaturę, tak też konie rozwijają się w naturze. Trener ten, jechał sobie kłusem na takim podjezdku w terenie z mapą. Tzw. jazdę na orientację. Nagle zobaczył skrzyżowanie, lecz po spojrzeniu na mapę na wiedział, dokąd jechać. Chciał zatrzymać konia, żeby się przyjrzeć mapie. Delikatnie zebrał wodze, a jego koń zaczął Piaf (Piaf to figura ujeżdżeniowa, kłus w miejscu). Nie wiem, czy ktoś z ujeżdzeniowców mi w to uwierzy. Koń bez przygotowania na padoku, jeżdżony tylko w ternie, był gotowy do tego żeby zrobić Piaf. Zrobił to tylko od delikatnego sygnału. Ta historia jest wg Mnie kwintesencją prawdziwej klasycznej szkoły jazdy. Powinniśmy szkolić nasze konie w taki sposób, że same chciały uczyć się więcej. Sam koń może Nam powiedzieć „Zróbmy coś nowego, to już potrafię, chcę umieć więcej”. Konie, kiedy więcej potrafią, i rozwijają się fizycznie, awansują też w hierarchii stada. Stają się większe, silniejsze, sprawniejsze, inne konie to widzą. Myślą sobie, kiedy na niego patrzą „O, ten to jest silny, dużo umie”. I nie próbują go zdominować. Dobry trening rozwija Nasze konie, nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, buduje dobre relacje między Nami.

fot. Natalia Szczęch
Ludzie, którzy nie zgadzają się na szybkie formy trenowania, są dziś odrzucani. Bywają wyśmiewani, oczerniani. Prawdziwi koniarze, którym zależy na tych zwierzętach powinni się temu przeciwstawić.
Słowa Pana Pruchniewicza były jak „miód na moje serce”. Przekonałam się, że niektórzy jednak widzą, że ludzie skupieni wokół TJN-u nie są „sektą naturalowców”.
Nie metoda jest dla Nas ważna, a koń. I oby Nasze kolejne działania „otwierały oczy” następnym.
Oby tak dalej.
Wakacje
Jeśli my rozbijamy się po Polskim wybrzeżu, czy też Turcji w wersji Last Minute, to konie też mogą coś zwiedzić.
I tak, Ewa i Justyna postanowiły zabrać swoje konie na wakacje.
Zapraszamy do przedsionka Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
W Jerzmanowicach gdzie Ewa ma swoją działkę, zmieściła się też malutka stajnia. Dziewczyny trenują odwagę swoich koni, uprawiając „dzikie galopy” na łąkach.
Chodź ostatnio z pogodą bywa różnie, raz to słońce, a raz grad. Udało mi się je odwiedzić, i zrobić, kilka zdjęć.
Tak romantycznie się zrobiło…

fot. Natalia Szczęch

fot. Natalia Szczęch
Kurs z Mette Tranter, – czyli „nie łam mi kręgosłupa!!!”
Lato w pełni, a właściwie pierwsze gorące dni po majowych ulewach.
Ale ponieważ jesteśmy żądni wiedzy w Naszym stowarzyszeniu. Zaprosiliśmy Mette na kurs do Polski. Mette jest jednym z najlepszych instruktorów metody Connected Riding.
Najprościej mówiąc, jest to sposób jazdy w „połączeniu” z koniem. Ma ona zapewnić największy komfort jazdy, nie tylko ludziom, ale też koniom. Metoda ta, zwraca szczególną uwagę na postawę jeźdźca w czasie jazdy. Proste ćwiczenia, jakie pokazała Mette, uświadamiają Nam jak nasze ciało wpływa na konia, kiedy na nim siedzimy.
Nie wiem ile ludzi zdaje sobie sprawę z tego, (ja nie wiedziałam), że pomimo „dzielącego” jeźdźca i konia siodła, on czuje każdy Nasz oddech.
Wystarczy tylko trochę przenieść ciężar Naszego ciała, opuścić bark w dół, żeby zachwiać całą równowagę Naszego konia, a jeżdżenie w zły sposób może naprawę bardzo źle wpłynąć na kręgosłup Naszego wierzchowca.
Teraz w kółko ćwiczę oddechy, żeby tylko mojej kobyle krzywdy w grzbiet nie zrobić.
Pierwsze kroki
„Koń, jaki jest każdy widzi”, ale nie każdy wie jak go kadrować
Zaczynamy Nasz projekt, i pokazujemy pierwsze efekty działań.
Pierwsza wizyta w stajni gdzie mieści się Nasze „centrum dowodzenia” była dla mnie, z perspektywy koniarza interesującym wydarzeniem.
Nigdy nie było we mnie lęku, ani tym bardziej dystansu do koni. Nigdy nie myślałam o nich jak o dużych zwierzętach, które mogą być niebezpieczne. A tu nagle spotykam się z podejściem „laika”, który nie ma pojęcia jak obchodzić się z koniem. Rzeczy, które mnie wydają się oczywiste, dla chłopaków są zupełnie nowe. Po kilku instrukcjach, już nie boją się wejść na padok i robić zdjęcia.
Ale jak tu robić zdjęcia, skoro „Jak tego konia kadrować?!”. Pełna sylwetka, na każdej focie. To trochę nudne… Stajemy, więc przed nowymi wyzwaniami fotograficznymi.

fot. Bartosz Mateńko

fot. Piotr Kwiatkowski
Zatem do boju!

fot. Bartosz Mateńko